Private

Jeden egazamin w plecy

1 min min read - June 16, 2005

Jeden egzamin w plecy… No cóż. Przecież nie może być idealnie, ale i tak nie mam co narzekać, bo przy ostatnim obrocie wydarzeń to i tak dobrze, że tylko ten jeden… Mogło i może być gorzej, ale ja jakoś uparcie nie poddaje się pesymizmowi. Jedno co gryzie mnie to niepewność, a może inaczej… hm… niezdecydowanie, też nie… Ani też się nie pogubiłem. Nie potrafię siebie wyrazić. Jak ja tego nie lubię. Bo przecież daję sobie radę. Mam siły cały czas walczyć i to mnie motywuje. To, że cały czas mam coś przed sobą, że wszystko ma … właśnie, czy wszystko. Brak oparcia, ale konkretnego. Ja wiem, że w pracy chcę odnieść sukces. Wiem, że chcę szybko skończyć studia i wiem… wiem, że dawny czar na mnie nie działa. Tylko nie wiem, czy to moje wymagania, mój strach, czy tamten… brak czaru.

Next article

Private

I nastał porządek. Tak. Wiele udało mi się zrobić i szczerzę mogę powiedzieć, iż jestem z siebie dumny. Choć mam dziwny stan rozszczepienia. Część mnie czuje się rozpędzona, gnana i pełna życia… a część tłumiona i pozbawiana skrzydeł. Co dziwne, obie te me części pozostają w tych samych aspektach życia. I to tylko w dwóch… tym związanym z pracą i tym związanym z kobietami. Szczerze mogę powiedzieć, że jeszcze nigdy nie poczyniłem takich postępów w pracy. Ilość pochłanianej wiedzy mnie czasem wręcz przytłacza, ale chcę więcej. Wciąż mówię sobie: kurde, no jak oni to zrobili, to czemu ja nie mogę? Ja też chcę mieć własne to, to, to i to. Bardzo egocentryczne to, egoistyczne i nawet narcystyczne… ale chyba twórcze i rozwijające… choć niebezpieczne. Co mnie boli to fakt, że czasami tylko ja podzielam ten entuzjazm. Może mi się tylko zdaje. A może naprawdę trzeba rozpostrzeć bardziej skrzydła… Co do kobiet… kobiety zawsze były moją miłością i utrapieniem… Jak dla każdego faceta. Chociaż tutaj definicja obu tych terminów bywa różna. Więc miłość zmieńmy na pasję, a utrapienie na zmartwienie. Ale wciąż będzie to dość dyskusyjne. Ale cóż mogę na ten temat powiedzieć teraz… tyle chyba, że nie mam czasu szukać zmian. Nie widzę ich, a może inaczej… nie mogę się im przyjrzeć. Bo je widać. Widać w spojrzeniu wymienianym co dzień w drodze do pracy, czy w rozmowie w windzie. Ale też w tym, że idąc przez miasto wciąż widzę kwiaty… Szkoda, że nie lubię ich kupować dla siebie… tak bardzo mi się podobają.

read more…

1 min min read - June 30, 2005

Previous article

Private

Tam tam, tam tam, tam tam, tam tam, prrrr…. wciąż gdzieś gnam. Nie wiem kiedy minął weekend, a tu do wtorku kilka godzin. A we wtorek zalka z rosyjskiego. Czy coś umiem? Nie wiem, wciąż gnam. Tu coś piszę, tu coś kuję, tu pomyślę coś o sobie. Tu znajomi, a tam praca. Oczy padają, ale jeszcze są na swoim miejscu. Kawa pomaga - do czasu. Ale czy to źle? Nie ma czasu na myśli. Jest bieg, bieg, bieg. Coś się dzieje, płynę wartką rzeką i czekam, aż rozbiję się o jakiś solidny kamień. Kim on będzie? Czym on będzie… byle by nie gotował :) Oj… miałem nie myśleć, jak bym chciał na to gotowanie mieć czas… :(… Biegnę dalej… tam tam, tam tam, tam tam…

read more…

1 min min read - June 13, 2005